Wydanie nr 16/03/2026 z dnia 16 marca 2026 roku, ISSN 2392-215X
W wielu polskich miastach studenci coraz częściej stają przed dylematem: czy opłacić czynsz w akademiku, czy może zrezygnować z części zajęć i wyjechać do pracy za granicę. Mimo że władze uczelni i resort nauki zapewniają o trosce o warunki bytowe młodzieży, w praktyce tanie zakwaterowanie i dostępne cenowo jedzenie pozostają luksusem.
Od 1 października w gmachu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego działa stołówka, w której obiad kosztuje 19 zł, a kawa – 6 zł. To rezultat wiosennego protestu studentów zrzeszonych w Warszawskim Kole Młodych Inicjatywy Pracowniczej i Studenckiej Inicjatywie Mieszkaniowej.
Po 40 dniach strajku młodzi podpisali porozumienie z władzami UW i Ministerstwem Nauki. Otwarcie stołówki jest jednym z efektów tych ustaleń.
Choć warszawski przykład budzi nadzieję, sytuacja na innych uczelniach wciąż pozostawia wiele do życzenia. Na Uniwersytecie Śląskim czy wielu mniejszych uczelniach wciąż brakuje miejsc, gdzie można tanio zjeść. Jeszcze gorzej wygląda kwestia akademików.
Minister nauki i szkolnictwa wyższego Marcin Kulasek przyznał w rozmowie z RMF FM, że obecnie „zapotrzebowanie na akademiki jest w ok. 10 proc. jakby zabezpieczone. No pewnie drugie tyle by się przydało”.
Dodał też, że pomysł „akademików za złotówkę” pozostaje w sferze marzeń:
„W moim idealnym świecie chciałbym, żeby akademiki były za złotówkę, ale wiemy, że to nie jest do końca możliwe w obecnej sytuacji, z obecnym deficytem budżetowym”.
Polska 2050, z której wywodzi się minister, nie zamierza jednak odpuszczać. Posłanka Barbara Oliwiecka przypomniała w programie „Rzecz o polityce”:
„Pracujemy nad takim projektem, ale ważne, by miał poparcie koalicjantów i znalazły się na to środki. Jestem z Kalisza, widzę, jaki wysiłek musi podjąć młodzież z mniejszych miejscowości, by wyjechać na studia do innego miasta. To jest zupełnie inny start, musimy te szanse wyrównywać. Ale nie wszystko da się zrobić w dwa lata”.
Według danych GUS w 2024 roku w Polsce studiowało 1,2 mln osób, a tylko 81 tysięcy z nich mieszkało w akademikach.
Raport firmy JLL wskazuje, że w kraju brakuje aż 400 tys. miejsc w domach studenckich – w samej Warszawie około 60 tys.
Gabriela Wilczyńska ze Studenckiej Inicjatywy Mieszkaniowej podkreśla, że „uczelnie od lat zaniedbywały sprawy akademików, więc nawet jak teraz wybudują jakiś, to i tak jest to kropla w morzu potrzeb”.
Nowe domy studenckie, choć estetyczne, często są zbyt drogie. „Nowy akademik w Warszawie to koszt rzędu 1100 zł za jednoosobowy pokój, w Olsztynie – aż 1250 zł” – dodaje Wilczyńska.
Najłatwiej o miejsce mają studenci politechnik. Z kolei uczelnie artystyczne w ogóle nie dysponują własnymi akademikami. „Wiem, że ich studenci dostają z uczelni informacje o tanich hotelach, w których mogą się zatrzymać. Ale 70 zł za dobę to za dużo jak na studencką kieszeń” – mówi Wilczyńska.
Sytuacja na uczelniach różni się w zależności od miasta.
Nieco lepiej wypadają uczelnie rolnicze.
Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie ma 950 miejsc i planuje kolejne 60, zaś SGGW – 2400. „W tym roku zaoferowaliśmy o blisko 300 miejsc mniej niż w ubiegłym roku, bo obserwujemy większe zainteresowanie pokojami jednoosobowymi” – tłumaczy dr inż. Krzysztof Szwejk.
Na Uniwersytecie Wrocławskim – mimo 2 tys. miejsc w pięciu domach studenckich – wszyscy chętni pierwszoroczni studenci otrzymali zakwaterowanie.
Większość uczelni modernizuje swoje akademiki, dostosowując je do współczesnych standardów. Jednak – jak zauważa Gabriela Wilczyńska – „pokoje dla jednej czy dwóch osób to automatycznie mniej miejsc w akademikach”.
Niektóre odnowione piętra są przekształcane w hotele uczelniane, co ogranicza pulę miejsc dla studentów.
W praktyce wielu młodych ludzi ma do wyboru: tanie, lecz zaniedbane pokoje, albo drogie – po remoncie. „Prawda jest taka, że chętnych nie ma, bo są w nich bardzo złe warunki i np. karaluchy” – dodaje Wilczyńska.
Raport Rankomat.pl pokazuje, że ceny w Polsce różnią się nawet kilkukrotnie.
Najtańsze miejsce – 400 zł miesięcznie – można znaleźć w akademiku Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Na Uniwersytecie Śląskim łóżko w pokoju wieloosobowym kosztuje 717 zł.
Jedynki w większości uczelni to wydatek ok. 1100 zł, a rekordowe stawki – aż 1470 zł – obowiązują we Wrocławiu.
Najtrudniej mają studenci z dużych miast: Warszawy, Krakowa i Wrocławia, gdzie wynajem na rynku prywatnym jest często poza ich zasięgiem.
Wielu studentów pracuje, by utrzymać się w czasie nauki. Jednak – jak mówi Wilczyńska – „nie zawsze udaje się w ten sposób pokryć wszystkie koszty, więc część osób bierze urlopy dziekańskie, by w tym czasie pracować, wyjechać za granicę i odłożyć pieniądze na dalsze studia”.
Część z nich już nigdy nie wraca na uczelnię.
Z danych systemu POL-on wynika, że w latach 2012–2020 ponad 1,3 mln osób przerwało studia i nie wróciło w ciągu roku od skreślenia z listy studentów – to aż 40 proc. wszystkich studiujących w tym okresie.
Powodem rezygnacji, obok jakości kształcenia, bywa właśnie konieczność podjęcia pracy w pełnym wymiarze.
Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło, że 69 uczelni otrzyma łącznie 288 mln zł na działania mające zatrzymać studentów na uczelniach.
Na razie jednak – jak zauważają komentatorzy – nie zapowiedziano, by środki te miały zostać przeznaczone na tanie akademiki czy stołówki.
Źródło: „Rzeczpospolita”, Joanna Ćwiek-Świdecka, Studia: Brakuje tanich akademików i stołówek, 7 października 2025.