Wydanie nr 16/03/2026 z dnia 16 marca 2026 roku, ISSN 2392-215X

Firmy chcą testować krótszy czas pracy. Czy Polska jest na to gotowa?

Firmy chcą testować krótszy czas pracy. Czy Polska jest na to gotowa?

Źródło: opracowanie własne na podstawie artykułu Anity Błaszczak, „Rzeczpospolita”, 2025 r.

W Polsce trwa ożywiona dyskusja o skróceniu tygodnia pracy. Pomysł, który jeszcze kilka lat temu wydawał się futurystyczny, dziś zaczyna nabierać realnych kształtów. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ogłosiło, że aż 1994 pracodawców zgłosiło się do rządowego pilotażu testującego krótszy czas pracy przy zachowaniu pełnych wynagrodzeń. To wyraźny sygnał, że temat budzi ogromne zainteresowanie zarówno wśród firm, jak i opinii publicznej.

Pilotaż: różne modele, jeden cel

Program nie zakłada wyłącznie wprowadzenia czterodniowego tygodnia pracy. Ministerstwo chce sprawdzić także inne rozwiązania – skracanie dnia pracy, wydłużone urlopy czy elastyczne formy organizacji czasu pracy.

Wybrane kilkadziesiąt firm już od początku 2026 r. będzie mogło rozpocząć testy, korzystając z dotacji sięgających nawet miliona złotych (do 20 tys. zł na pracownika). Rząd argumentuje, że to inwestycja w przyszłość – bardziej wypoczęci i zadowoleni pracownicy mają być zdrowsi, bardziej zaangażowani i mniej podatni na absencje chorobowe.

Sceptycyzm ekonomistów

Nie wszyscy jednak podzielają entuzjazm resortu. Piotr Lewandowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych, ostrzega, że takie rozwiązanie może prowadzić do wzrostu nierówności. Jego zdaniem zyskają głównie ci, którzy już pracują w komfortowych warunkach – np. w korporacjach i branżach kreatywnych – natomiast w sektorach zmagających się z brakami kadrowymi skutki mogą być odwrotne.

Lewandowski zwraca uwagę, że skrócenie czasu pracy w edukacji, ochronie zdrowia czy policji oznaczałoby konieczność zwiększenia zatrudnienia nawet o 25 proc.. A w sytuacji, gdy 70 proc. szpitali zmaga się z niedoborem pielęgniarek, a w policji nieobsadzonych jest 30 proc. etatów, dodatkowe skracanie czasu pracy może okazać się trudne do udźwignięcia.

Piotr Soroczyński z Krajowej Izby Gospodarczej podkreśla natomiast, że realny koszt takich zmian poniosą konsumenci. Jeśli firmy nie nadrobią utraconego czasu wzrostem produktywności, wyższe koszty pracy zostaną przerzucone na ceny usług i towarów albo na klientów w postaci większej samoobsługi.

Krok w stronę przyszłości, ale nie od razu

Nieco bardziej wyważony głos prezentuje Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Jego zdaniem pilotaż ma sens, bo pokaże, w których sektorach krótszy czas pracy sprawdza się najlepiej. Jednocześnie przyznaje, że Polska nie stanie się pionierem w Europie – nasze problemy demograficzne oraz wciąż niski poziom automatyzacji i robotyzacji sprawiają, że masowe skrócenie czasu pracy nie jest dziś realne.

Patrząc na debatę, można zauważyć, że zderzają się tu dwie rzeczywistości. Z jednej strony – oczekiwania pracowników, którzy chcą żyć i pracować jak w bogatszych krajach Zachodu. Z drugiej – realne ograniczenia gospodarcze: brak kadr, niewystarczająca automatyzacja i rosnące koszty pracy.

Wydaje się, że przyszłość i tak zmierza w kierunku skracania czasu pracy, ale będzie to proces stopniowy i mocno zróżnicowany branżowo. Korporacje i firmy technologiczne mogą wdrożyć zmiany szybciej. Natomiast w sektorach publicznych i usługowych – szkołach, szpitalach, urzędach – prawdopodobnie będzie to wymagało wielu lat przygotowań, nowych inwestycji i zdecydowanie większych nakładów finansowych.

👉 Ostateczny bilans pilotażu pokaże, czy Polska może skrócić czas pracy bez utraty konkurencyjności. A odpowiedź na to pytanie zadecyduje, czy reforma stanie się politycznym hasłem, czy realnym krokiem w stronę nowego rynku pracy.