Wydanie nr 13/07/2026 z dnia 13 lipca 2026 roku, ISSN 2392-215X

Toksyczna bomba pod Krakowem. Tysiące ton niebezpiecznych odpadów mogą pozostać bez nadzoru

Mieszkańcy Skawiny alarmują, że w ich sąsiedztwie znajduje się nawet pięć tysięcy ton niebezpiecznych odpadów chemicznych. Po upadłości firmy zarządzającej składowiskiem i aresztowaniu syndyka odpowiedzialnego za majątek spółki pojawiły się obawy, że obiekt wkrótce może pozostać bez skutecznego nadzoru.

Mieszkańcy boją się katastrofy ekologicznej

W Skawinie, zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Krakowa, od lat magazynowane są tysiące ton substancji chemicznych wymagających specjalistycznej utylizacji. Wśród nich znajdują się między innymi odpady petrochemiczne, rozpuszczalniki, farby, lakiery oraz inne łatwopalne i potencjalnie niebezpieczne materiały.

Zdaniem mieszkańców sytuacja staje się coraz bardziej niepokojąca. Obawiają się oni, że wystarczy niewielka iskra lub niekontrolowany dostęp osób postronnych, aby doszło do pożaru, wybuchu lub skażenia środowiska.

Dodatkowe zagrożenie stanowią nadchodzące upały. Część odpadów przechowywana jest w beczkach, które wraz ze wzrostem temperatur mogą ulec rozszczelnieniu, powodując wyciek niebezpiecznych substancji.

Od działalności odpadowej do gigantycznego problemu

Źródłem obecnego kryzysu jest działalność spółki Clif, która pod koniec lat 90. rozpoczęła działalność handlową, a później weszła na rynek gospodarki odpadami.

Po opuszczeniu Niepołomic firma przeniosła się do Skawiny, gdzie uzyskała pozwolenia na magazynowanie i przetwarzanie odpadów przemysłowych. W kolejnych latach przedsiębiorstwo przyjęło od różnych podmiotów odpady warte około 23 milionów złotych.

Przełom nastąpił w 2019 roku, gdy jeden z przedstawicieli spółki został zatrzymany przez śledczych w związku z działalnością tzw. mafii śmieciowej. Według organów ścigania grupa miała odpowiadać za nielegalne składowanie i porzucanie dziesiątek tysięcy ton niebezpiecznych odpadów w różnych częściach kraju.

Po tych wydarzeniach firma utraciła płynność finansową i została zmuszona do ogłoszenia upadłości.

Syndyk miał ratować firmę. Sam trafił do aresztu

Po ogłoszeniu upadłości zarządzanie majątkiem przedsiębiorstwa przejął syndyk wyznaczony przez sąd. Początkowo jego działania oceniano pozytywnie.

Udało się usunąć około 3,5 tysiąca ton odpadów oraz wygenerować dodatkowe środki finansowe poprzez sprzedaż części nieruchomości należącej do spółki. Transakcja przyniosła blisko 6 milionów złotych, które miały zostać przeznaczone na spłatę zobowiązań i dalszą utylizację niebezpiecznych substancji.

Z czasem zaczęły jednak pojawiać się niepokojące sygnały. Pracownicy skarżyli się na utrudniony kontakt z syndykiem, brak przejrzystości finansowej oraz coraz rzadszy wywóz odpadów.

Śledczy ustalili później, że część środków finansowych mogła trafić na prywatne konto syndyka. W efekcie został on zatrzymany, a prokuratura postawiła mu zarzuty dotyczące przywłaszczenia pieniędzy. Według ustaleń śledczych z różnych zarządzanych przez niego podmiotów mogło zniknąć nawet około 10 milionów złotych.

Sąd umarza postępowanie upadłościowe

Wiosną 2026 roku wyznaczono nowego syndyka, który przeanalizował sytuację finansową przedsiębiorstwa. Jego ocena była jednoznaczna – w masie upadłości nie ma wystarczających środków nawet na pokrywanie bieżących kosztów funkcjonowania.

W związku z tym wystąpił do sądu o umorzenie postępowania upadłościowego. Sąd przychylił się do tego wniosku, argumentując, że koszty dalszego prowadzenia sprawy wielokrotnie przewyższają możliwe do uzyskania wpływy.

Według sądu na terenie nieruchomości pozostaje obecnie około pięciu tysięcy ton odpadów, z których znaczna część ma charakter niebezpieczny. Koszty ich usunięcia są wyższe niż wartość samego majątku spółki.

Kto będzie pilnował składowiska?

To właśnie ten aspekt budzi największy niepokój mieszkańców. Po zakończeniu postępowania upadłościowego zarządzanie przedsiębiorstwem nie będzie już prowadzone w dotychczasowej formule.

Mieszkańcy obawiają się, że zabraknie środków na ochronę obiektu, monitoring stanu odpadów oraz wynagrodzenia dla osób odpowiedzialnych za nadzór nad składowiskiem.

Ich zdaniem pozostawienie tak dużej ilości substancji chemicznych bez odpowiedniej kontroli może doprowadzić do poważnego zagrożenia dla ludzi i środowiska.

Potrzebne miliony na utylizację

Samorząd Skawiny przyznaje, że sytuacja jest bardzo trudna. Według szacunków całkowite usunięcie i unieszkodliwienie odpadów może kosztować nawet 15 milionów złotych.

Władze gminy zwróciły się o współpracę do administracji rządowej oraz władz powiatowych w celu znalezienia źródeł finansowania niezbędnych działań.

Na razie nie zapadły jednak konkretne decyzje dotyczące sposobu rozwiązania problemu.

Mieszkańcy pytają o odpowiedzialność

Lokalna społeczność coraz częściej zadaje pytanie, kto poniesie odpowiedzialność, jeśli dojdzie do skażenia środowiska lub innego niebezpiecznego zdarzenia.

Mieszkańcy wskazują, że przez lata w sprawę zaangażowanych było wiele instytucji, jednak problem nadal pozostaje nierozwiązany. Obawiają się, że skutki ewentualnej katastrofy ekologicznej odczują przede wszystkim osoby mieszkające w sąsiedztwie składowiska.

Tymczasem czas działa na niekorzyść. Odpady nadal pozostają na miejscu, a znalezienie środków na ich usunięcie staje się coraz większym wyzwaniem.

 

 

Źródło: Wyborcza.biz